Wojsko jutra nie powstaje jutro
Numer 15 / MetaLaboratorium Weterana. O armii, która musi nauczyć się nie tylko walczyć, ale także kreować przyszłość
Święto Wojska Polskiego jest naturalnym momentem pamięci, dumy i przywiązania do tradycji. Być może jednak powinno być również chwilą refleksji nad tym, czym wojsko dopiero się stanie.
Wierność tradycji nie oznacza przecież wierności rozwiązaniom z przeszłości. Przeciwnie — czasem najlepszym sposobem uhonorowania tych, którzy budowali wcześniejszą siłę armii, jest odwaga zakwestionowania tego, co w nowych warunkach przestaje działać.
Nie wystarczy więc pytać, ilu potrzebujemy żołnierzy, czołgów, samolotów, dronów czy systemów rakietowych. Ważniejsze może okazać się pytanie, jakiego wojska będziemy potrzebowali wtedy, gdy obecnie kupowany sprzęt osiągnie pełną gotowość, a środowisko bezpieczeństwa będzie już inne niż dziś. Nowoczesność nie zaczyna się bowiem od zakupu nowoczesnego systemu uzbrojenia. Zaczyna się od zdolności wyobrażenia sobie świata, w którym trzeba będzie go użyć. A czasem również od odwagi przyjęcia, że może trzeba będzie używać go zupełnie inaczej, niż zakładaliśmy w chwili zakupu.
Być może zresztą powinniśmy przestać myśleć o armii jako o organizacji wyposażonej w coraz doskonalsze systemy i zacząć patrzeć na nią jak na jeden wielki system złożony z wielu współdziałających podsystemów. Rozpoznanie, łączność, logistyka, dowodzenie, dane, sensory, efektory, cyberprzestrzeń, kosmos, przemysł, infrastruktura, algorytmy i sztuczna inteligencja zaczynają tworzyć środowisko, w którym tradycyjne granice pomiędzy rodzajami sił zbrojnych, domenami, a nawet tym, co wojskowe i cywilne, coraz częściej tracą dawną ostrość. W tym systemie również człowiek staje się jednym z podsystemów. Szczególnym, bo nadal nadającym działaniu cel, sens, wartości i odpowiedzialność — ale czy zawsze najważniejszym operacyjnie? Czy człowiek rzeczywiście powinien analizować każdą informację, zatwierdzać każdą reakcję i pozostawać ostatnim ogniwem każdego procesu decyzyjnego tylko dlatego, że tak nauczyliśmy się rozumieć dowodzenie? A może przyszłe bezpieczeństwo człowieka będzie czasem wymagało właśnie tego, aby pewnych decyzji nie podejmował on sam?
To pytanie staje się szczególnie niewygodne, kiedy pole walki przestaje być polem, a staje się systemem walki. Sensor wykrywa zagrożenie, algorytm interpretuje dane, inny element systemu zmienia priorytety, efektor reaguje, a niepowodzenie w jednej domenie natychmiast powoduje korektę działania w kilku pozostałych. Nie po odprawie, nie po kolejnym meldunku i nie wtedy, gdy decyzja przejdzie przez następne szczeble dowodzenia — lecz niemal natychmiast. W takim środowisku systemy autonomiczne i sztuczna inteligencja mogą deklasować człowieka szybkością analizy i reakcji. Nie oznacza to, że znikają problemy etyczne, odpowiedzialność czy prawo. Przeciwnie: stają się jeszcze ważniejsze. Międzynarodowa debata nad autonomicznymi systemami uzbrojenia coraz mocniej koncentruje się właśnie na granicach autonomii i zachowaniu rzeczywistej kontroli człowieka. Ale wcześniej czy później trzeba będzie postawić pytanie jeszcze trudniejsze: co stanie się z paradygmatem human-in-the-loop, jeżeli obecność człowieka w każdej pętli decyzyjnej zacznie oznaczać nie większe bezpieczeństwo, lecz operacyjne opóźnienie? Z tej samej logiki musi wynikać reforma systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi. Nie z potrzeby kolejnej zmiany struktur, nazw i podporządkowań, lecz ze sposobu, w jaki ma funkcjonować przyszły system walki. Najpierw trzeba zrozumieć, jak chcemy walczyć, integrować domeny, dane i decyzje — a dopiero później budować dla tego strukturę dowodzenia. Reforma dla samej zmiany pozostaje administracją. Reforma wynikająca ze zmiany charakteru wojny staje się adaptacją.
Tyle, że nawet najlepsza architektura nie zagwarantuje przewagi organizacji, która nie potrafi się uczyć. Służby specjalne od dawna opisuje się jako organizacje funkcjonujące w warunkach niepewności, zmuszone do nieustannego uczenia się i dostosowywania do przeciwnika. Współczesna armia potrzebuje podobnej cechy, ale to może już nie wystarczyć. Uczyć się. Dostosowywać. Przewidywać. Kreować. Cztery czasowniki opisujące cztery różne poziomy dojrzałości. Organizacja ucząca się wyciąga wnioski z tego, co się wydarzyło. Adaptacyjna zmienia swoje działanie. Przewidująca próbuje znaleźć się o krok przed zmianą. Dopiero organizacja kreacyjna próbuje sprawić, aby to inni musieli dostosowywać się do rzeczywistości stworzonej przez nią. I właśnie tutaj może rozstrzygać się przyszła przewaga. Nie między tymi, którzy pierwsi kupią określony typ drona czy wdrożą kolejną aplikację AI, lecz pomiędzy tymi, którzy szybciej stworzą nowy sposób ich wykorzystania. Najtrudniejszą kompetencją organizacji uczącej się może się przy tym okazać nie zdolność przyjmowania nowych rozwiązań, ale odwaga porzucania starych — zwłaszcza tych, które kiedyś zapewniły sukces. Historia wojskowości pełna jest przecież rozwiązań, które przegrywały nie dlatego, że były kiedyś złe, lecz dlatego, że zbyt długo pozostawały dobre.
Dlatego suwerenność militarna coraz mocniej będzie zależała również od suwerenności technologicznej i intelektualnej. Od własnych badań i rozwoju, przemysłu, technologii dual-use, startupów, laboratoriów, zdolności eksperymentowania i umiejętności szybkiego przenoszenia pomysłów pomiędzy światem cywilnym a wojskowym. Można kupić doskonały system uzbrojenia. Można kupić licencję, algorytm, linię produkcyjną czy dostęp do danych. Znacznie trudniej kupić zdolność samodzielnego wymyślenia tego, czego inni jeszcze nie mają. Dlatego również wojskowy system szkolnictwa wyższego — akademie, uniwersytety, a być może kiedyś także znacznie silniej zintegrowane ośrodki międzyresortowe — powinien być nie tylko miejscem przekazywania doktryn i procedur, lecz kuźnią wybitnie otwartych umysłów, zdolnych czasami pójść pod prąd schematom, paradygmatom i utrwalonym założeniom. Armia, która wymaga od swoich ludzi wyłącznie poprawnych odpowiedzi, może któregoś dnia odkryć, że przestała zadawać właściwe pytania. Największe przełomy nie zawsze tworzą przecież ci, którzy najlepiej poznali granice systemu. Czasami dokonuje ich człowiek, który nie zdążył jeszcze nauczyć się, że czegoś podobno nie da się zrobić — więc przychodzi i po prostu to robi. Państwo korzystające wyłącznie z cudzych innowacji może być bardzo dobrze uzbrojone, ale nadal będzie uczestniczyło w przyszłości zaprojektowanej przez innych. Własną przyszłość trzeba umieć stworzyć.
I może właśnie 15 sierpnia warto na chwilę oderwać wzrok od tego, co będzie, i spojrzeć także w drugą stronę. Gdzieś wysoko, w Niebiańskich Koszarach, siedzą przecież ci, którzy służyli przed nami. Patrzą z góry na nas, drony, algorytmy, sztuczną inteligencję, autonomiczne systemy, cyberprzestrzeń i nowe koncepcje dowodzenia i zapewne próbują zrozumieć, czym staje się wojsko, które oni pamiętają zupełnie inaczej. Może nie wszystko by zaakceptowali. Może z części naszych pomysłów by się śmiali. A może przypomnieliby nam, że niezależnie od technologii pewne rzeczy pozostają zadziwiająco niezmienne: odpowiedzialność za ludzi, zaufanie, odwaga, gotowość do służby i świadomość, po co właściwie istnieją Siły Zbrojne. Bo ostateczną miarą nowoczesnej armii nie będzie liczba systemów, którymi dysponuje, lecz to, czy potrafi sprawić, aby przeciwnik uznał podjęcie agresji za zbyt kosztowne, zbyt ryzykowne i pozbawione sensu. Najlepszym sprawdzianem całej tej potęgi byłoby więc paradoksalnie to, aby nigdy nie trzeba było sprawdzać jej do końca.
Zobacz więcej z MetaLab:
MetaLaboratorium Weterana
Jeśli chcesz dostawać bezpośrednio kolejne wydania — możesz zapisać się na newsletter:
Jeśli ten temat jest Ci bliski — to zwykle nie jest przypadek.
Porozmawiajmy!
Pracujesz nad tematem związanym z bezpieczeństwem, technologią, informacją albo podejmowaniem decyzji w niepewności — i czujesz, że coś jest trudne do uchwycenia — możesz do mnie napisać.
Często jedna dobra rozmowa pozwala zobaczyć więcej.
Nasze projekty
Subskrybuj i czytaj
MetaLaboratorium Weterana dostępne jest w aplikacji Substack oraz bezpośrednio na stronie www.arturdubiel.com, w zakładce MetaLab.



