Coraz więcej ludzi mówi o bezpieczeństwie, ale coraz mniej naprawdę je rozumie. Jesteśmy dziś otoczeni przez narracje, procedury i technologię – a mimo to rośnie w nas niepokój. Bo to wszystko tylko symuluje bezpieczeństwo. A symulacja nie chroni, gdy przychodzi rzeczywistość.
Bezpieczeństwo jako rytuał – nie jako odpowiedzialność
Dziś w wielu instytucjach bezpieczeństwo przestało być realnym wysiłkiem. Stało się rytuałem, który ma nas uspokoić. Mamy checklisty, audyty, szkolenia e-learningowe. Mamy ludzi „od bezpieczeństwa”, których głównym zadaniem jest, by coś „się zgadzało w tabelce”.
I przez chwilę – wszystko wygląda profesjonalnie.
Ale bezpieczeństwo nie dzieje się w dokumentach. Dzieje się między ludźmi, w ich reakcjach, decyzjach, w tym, czego nie widać w raporcie. Rytuał to za mało. Potrzeba wewnętrznego przekonania i odwagi, by reagować, nie tylko „odklikiwać”.
1. Złudzenie systemu: „Skoro mamy procedury, to jesteśmy bezpieczni”
Procedury są ważne. Ale są tylko ramą. Tymczasem wielu liderów traktuje je jak talizman: mamy ISO, mamy politykę, mamy instrukcję. Tylko że:
nikt jej nie zna,
nikt jej nie rozumie,
a w stresie – nikt z niej nie skorzysta.
Prawdziwe bezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy ludzie wiedzą, dlaczego coś robią. Nie tylko jak.
2. Złudzenie technologii: „Zainwestowaliśmy w system, więc to załatwia sprawę”
Technologia to tylko narzędzie. Ale wielu traktuje ją jak gwarancję. Sztuczna inteligencja, detekcja incydentów, Zero Trust – piękne hasła. Ale te systemy robią tylko to, na co zostały zaprogramowane. A wiele organizacji nie ma nawet pełnych danych wejściowych, nie mówiąc o gotowości do reakcji.
Bez zrozumienia i refleksji, technologia jest tylko drogim placebo. Może pocieszyć zarząd, ale nie zatrzyma ryzyka.
3. Złudzenie narracji: „Nic się nie wydarzyło, więc wszystko działa”
To jedno z najbardziej niebezpiecznych złudzeń. Brak zdarzeń nie oznacza bezpieczeństwa. To może oznaczać:
że jesteś już obserwowany,
że system został zbadany,
że jesteś tylko jednym z celów czekających w kolejce.
Cisza bywa iluzją. Prawdziwe bezpieczeństwo to nie brak incydentów – to gotowość na to, że one nastąpią.
A więc co robić – skoro nie można wierzyć nawet we własne procedury?
Przede wszystkim: myśleć. Nie delegować myślenia do systemu, nie spychać odpowiedzialności w dół, nie udawać, że mamy kontrolę.
Potrzebujemy ludzi:
którzy potrafią działać w niepewności,
którzy zadają trudne pytania, nawet jeśli są niewygodne,
którzy odróżniają prawdę operacyjną od PR-owej.
Bezpieczeństwo to nie stan. To proces i postawa. I nie da się go osiągnąć na zawsze. Ale da się nieustannie go szukać – świadomie, uczciwie, wspólnie.
Na koniec – niepokojące, ale ważne pytanie:
Czy naprawdę chcemy bezpieczeństwa – czy tylko jego iluzji, która pozwala nam spać spokojnie?
Odpowiedź na to pytanie decyduje o tym, jak kończą organizacje, państwa i ludzie. I dlatego to pytanie musimy sobie zadawać na nowo – co jakiś czas.


